|
Barbara Marciniak
- autorka "Zwiastunów Świtu"
Barbara Marciniak, Amerykanka polskiego
pochodzenia, jest znanym w świecie medium channelingowym.
Pierwsze przekazy od istot nazywających się Plejadianami
zaczęła odbierać 18 maja 1988 roku. Początkowe przekazy
pochodziły od 76 istot, potem ich liczba wzrosła do 100 i
utworzyły grupę nazywającą siebie Plejadianie Plus. Było
to symboliczne wyrażenie tego, że do pierwotnej grupy
przyłączyły byty z innych cywilizacji. Kolejne
channelingowe przekazy plejadiańskie pozwalały ujawniać
coraz to głębiej ukryte w każdym z nas pokłady starożytnej
wiedzy.
Barbara
Marciniak prowadzi obecnie zarówno w Stanach
Zjednoczonych jak i w świecie liczne seminaria oparte na
przesłaniu od Plejadian.
Jakby
nawiedzona przez powtarzający się sen, zadawałam sobie
wciąż to samo pytanie: jak to się wszystko zaczęło? Łatwo
mogłam na nie odpowiedzieć, po prostu szkicując doznane
impulsy i porządkując wydarzenia, które doprowadziły mnie
do obecnego przekazywania Plejadian - i tu zatrzymały.
Poprzez w nieskończoność powtarzane pytanie, energia w
mojej rzeczywistości za-kipiała niespokojnie, i w miarę
jak powtarzałam opowieść, zaczęłam dostrzegać przebłyski
większego obrazu, gdzie wydarzenia przybywały z wielu
kierunków i wielu czasów, aby utkać w teraźniejszości
tkaninę celu.
W dzieciństwie czułam, że jestem inna i
naznaczona wyjątkowością. Obecność mojego starszego brata,
opóźnionego umysłowo, stwarzała wiele wyzwań dla mojego młodego
umysłu, a nasza rodzina musiała przyswoić sobie wiele lekcji.
Dopiero niedawno Plejadianie skłonili mnie do ponownego
przejrzenia starych fotografii z dzieciństwa i rewizji
ówczesnego spojrzenia na swoją sytuację. Stosując się do tego,
tym razem widziałam niebiańską miłość promieniującą z twarzy
mojego drogiego brata, Donalda, i na każdym zdjęciu to światło
zdawało się go otaczać i oświetlać. Nie przyszło mi przedtem do
głowy, że być może sama jego obecność była dla mnie
błogosławieństwem.
Nasza rodzina uznawała tradycyjne wartości pod
wpływem mojej babci ze strony matki, Polki, która była
uosobieniem dostojeństwa i dumy, wykraczających poza jej
doświadczenie. Jako pionierka i produkt wielkiej emigracji z
Europy na początku XIX wieku, przybyła do kraju gdzie, jak jej
mówiono, ulice wybrukowane są złotem. Pod jej stabilizującym
wpływem moi dwaj bracia, moja młodsza siostra i ja, bawiliśmy
się jako dzieci odkrywając magiczną krainę, której była
władczynią. To dzięki niej czułam się naprawdę kochana i
nauczyłam się wielkiego szacunku do kraju i miłości do Ziemi.
Mówiła nam, że jej panieńskie nazwisko brzmiało: Gwiazda.
Miłość do Ziemi, której mnie nauczyła odbiła się echem poprzez
głos mojego łącznika z gwiazdami -
Plejadian.
Kiedy byłam nastolatką, moja tak
zwana “inność" skłoniła mnie do odkrywania idei metafizycznych,
i pierwszy raz podnieciło mnie odkrycie, że istnieje wiele
interpretacji rzeczywistości. Do końca lat siedemdziesiątych,
badałam między innymi materiały Setha (O materiałach Setha mówi
książka Jane Roberts pt. Parapsychiczne
przebudzenie), po czym
spędziłam kilka lat zapisując swoje przygody we śnie, podczas
gdy strona po stronie przyswajałam sobie naukę
Setha.
W sierpniu 1987 - lato Konwergencji
Harmonicznej - a następnie siedem miesięcy później, w marcu
1988, doświadczyłam przelotnych załamań rzeczywistości, gdzie
poukładane i zgromadzone zdarzenia z pozornie nieznaczącej
przeszłości wysunęły się do przodu gwałtownie domagając się
uznania. Przy tych okazjach moje ciało wchodziło w stan szoku,
jako że w moim otoczeniu rzadko oglądano i dzielono się
informacją na temat uprowadzenia przez UFO. Kiedy zdarzyło się
to po raz pierwszy, jakoś to zinterpretowałam, ale za drugim
razem moje ciało uaktywniło się w sposób przekraczający
wszystko, czego kiedykolwiek doznałam - przynajmniej prawie
wszystko. Ogarnęły mnie wspomnienia. Prezentacja danych na
temat UFO wtargnęła do archiwum moich snów, wyświetlając
prawdę, którą bardzo trudno było przyjąć do
wiadomości.
We wczesnych latach osiemdziesiątych,
mieszkając w Taos w Nowym Meksyku, późną nocą w swojej sypialni
spotkałam się z trzema jasnobłękitnymi istotami. Wtedy to
zdarzenie wpędziło mnie w panikę, co nie jest u mnie częstym
zjawiskiem. Aby rozwiązać ten konflikt, jako że nie miałam
podstawy ani punktu odniesienia, wokół którego mogłabym zgłębić
swój własny stosunek i bezpieczeństwo wobec nieznanego,
zapisałam to wydarzenie w moich dziennikach snów inspirowanych
przez nauki Setha, i zostawiłam je tam, nie wyjaśniony ułamek
rzeczywistości, który z pewnością nie był snem, chociaż przez
lata zajmował z tą etykietką bezpieczne miejsce w mojej
psychice.
Teraz znowu wyłaniało się stare pytanie. Do
jakiej kategorii zaliczyć to moje osobiste spotkanie? Czy było
naprawdę realne? Powtórny obraz mojego spotkania wtargnął do
mojej teraźniejszości, ponieważ każda komórka mojego ciała
nagle uzyskała pewność, że istoty pozaziemskie były prawdziwe.
Moje ciało nie może zapomnieć spotkania z trzema błękitnymi
istotami, i tego jak unosiły się nade mną, uciszając moje
oczywiste, chociaż ukrywane przerażenie. Wyzwaniem dla mojego
intelektu było poszerzenie horyzontów i zrozumienie. Musiałam
żyć z tym doświadczeniem i zintegrować je, co przygotowało mnie
na to co miało nadejść.
Plejadianie oficjalnie przecięli moją
rzeczywistość kilka miesięcy później w Atenach w Grecji, 18
maja 1988 roku. Podróżowałam z grupą metafizyczną przez prawie
trzy tygodnie po świątyniach Egiptu i Grecji. Zaczynając od
Wielkiej Piramidy, wędrowaliśmy poprzez starożytne miejsca
mocy, niewinni i naiwni jak dzieci, oczarowani tajemnicą ukrytą
w milczących kamieniach. Podróż wieńczyło odwiedzenie Akropolu
i Delf, i kiedy żegnaliśmy się w barze hotelowym, coś skłoniło
mnie, abym poszła do swego pokoju, usiadła spokojnie i
wyobraziła sobie, że znajduję się znowu w Komorze Królewskiej
Wielkiej Piramidy. Pamiętam, że poczułam się zainspirowana tą
ideą - czułam że jest na czasie i w duchu
wyprawy.
Podążyłam do swego pokoju i kiedy
tylko poczułam się bezpieczna, usiadłam z wyprostowanymi
plecami i przeniosłam się myślą z powrotem do Komory
Królewskiej i usłyszałam brzmienie wielu głosów powtarzających
dźwięk Om. Powiedziałam do siebie, że mam zamiar
stać się w tym momencie przekazującym medium. Po kilku minutach
poczułam potrzebę mówienia, i kiedy
ta potrzeba zaczęła wyrażać się w szepcie
niepodobnym do mojego, inna cząstka mojego umysłu - racjonalna,
kontrolująca - zaczęła wątpić, w myślach, w istnienie tego
głosu, który mówił! Ta początkowa próba sił wymagała z mojej
strony wielkiej mentalnej i psychicznej sprawności - mówić tak
jak ja do dotychczas nieznanego, kierując w myślach pytania do
tego nieznanego, po czym słuchać odpowiedzi, aby móc dalej
prowadzić rozmowę.
Do
góry
|