Plejadianie
Wiedza, która wyzwala

UWAGA! KLIKNIJ TUTAJ -->> PLEJADIANIE 2012 <<--aby przejsc do nowej wersjii strony poswieconej Plejadianom

Zwiastuni Świtu

 

<< Previous    [1]  2    Next >>

Barbara Marciniak
- autorka "Zwiastunów Świtu"

Barbara MarciniakBarbara Marciniak, Amerykanka polskiego pochodzenia, jest znanym w świecie medium channelingowym. Pierwsze przekazy od istot nazywających się Plejadianami zaczęła odbierać 18 maja 1988 roku. Początkowe przekazy pochodziły od 76 istot, potem ich liczba wzrosła do 100 i utworzyły grupę nazywającą siebie Plejadianie Plus. Było to symboliczne wyrażenie tego, że do pierwotnej grupy przyłączyły byty z innych cywilizacji. Kolejne channelingowe przekazy plejadiańskie pozwalały ujawniać coraz to głębiej ukryte w każdym z nas pokłady starożytnej wiedzy.

Barbara Marciniak prowadzi obecnie zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w świecie liczne seminaria oparte na przesłaniu od Plejadian.

Jakby nawiedzona przez powtarzający się sen, zadawałam sobie wciąż to samo pytanie: jak to się wszystko zaczęło? Łatwo mogłam na nie odpowiedzieć, po prostu szkicując doznane impulsy i porządkując wydarzenia, które doprowadziły mnie do obecnego przekazywania Plejadian - i tu zatrzymały. Poprzez w nieskończoność powtarzane pytanie, energia w mojej rzeczywistości za-kipiała niespokojnie, i w miarę jak powtarzałam opowieść, zaczęłam dostrzegać przebłyski większego obrazu, gdzie wydarzenia przybywały z wielu kierunków i wielu czasów, aby utkać w teraźniejszości tkaninę celu.

W dzieciństwie czułam, że jestem inna i naznaczona wyjątkowością. Obecność mojego starszego brata, opóźnionego umysłowo, stwarzała wiele wyzwań dla mojego młodego umysłu, a nasza rodzina musiała przyswoić sobie wiele lekcji. Dopiero niedawno Plejadianie skłonili mnie do ponownego przejrzenia starych fotografii z dzieciństwa i rewizji ówczesnego spojrzenia na swoją sytuację. Stosując się do tego, tym razem widziałam niebiańską miłość promieniującą z twarzy mojego drogiego brata, Donalda, i na każdym zdjęciu to światło zdawało się go otaczać i oświetlać. Nie przyszło mi przedtem do głowy, że być może sama jego obecność była dla mnie błogosławieństwem.

Nasza rodzina uznawała tradycyjne wartości pod wpływem mojej babci ze strony matki, Polki, która była uosobieniem dostojeństwa i dumy, wykraczających poza jej doświadczenie. Jako pionierka i produkt wielkiej emigracji z Europy na początku XIX wieku, przybyła do kraju gdzie, jak jej mówiono, ulice wybrukowane są złotem. Pod jej stabilizującym wpływem moi dwaj bracia, moja młodsza siostra i ja, bawiliśmy się jako dzieci odkrywając magiczną krainę, której była władczynią. To dzięki niej czułam się naprawdę kochana i nauczyłam się wielkiego szacunku do kraju i miłości do Ziemi. Mówiła nam, że jej panieńskie nazwisko brzmiało: Gwiazda. Miłość do Ziemi, której mnie nauczyła odbiła się echem poprzez głos mojego łącznika z gwiazdami - Plejadian.

Kiedy byłam nastolatką, moja tak zwana “inność" skłoniła mnie do odkrywania idei metafizycznych, i pierwszy raz podnieciło mnie odkrycie, że istnieje wiele interpretacji rzeczywistości. Do końca lat siedemdziesiątych, badałam między innymi materiały Setha (O materiałach Setha mówi książka Jane Roberts pt. Parapsychiczne przebudzenie), po czym spędziłam kilka lat zapisując swoje przygody we śnie, podczas gdy strona po stronie przyswajałam sobie naukę Setha.

W sierpniu 1987 - lato Konwergencji Harmonicznej - a następnie siedem miesięcy później, w marcu 1988, doświadczyłam przelotnych załamań rzeczywistości, gdzie poukładane i zgromadzone zdarzenia z pozornie nieznaczącej przeszłości wysunęły się do przodu gwałtownie domagając się uznania. Przy tych okazjach moje ciało wchodziło w stan szoku, jako że w moim otoczeniu rzadko oglądano i dzielono się informacją na temat uprowadzenia przez UFO. Kiedy zdarzyło się to po raz pierwszy, jakoś to zinterpretowałam, ale za drugim razem moje ciało uaktywniło się w sposób przekraczający wszystko, czego kiedykolwiek doznałam - przynajmniej prawie wszystko. Ogarnęły mnie wspomnienia. Prezentacja danych na temat UFO wtargnęła do archiwum moich snów, wyświetlając prawdę, którą bardzo trudno było przyjąć do wiadomości.

We wczesnych latach osiemdziesiątych, mieszkając w Taos w Nowym Meksyku, późną nocą w swojej sypialni spotkałam się z trzema jasnobłękitnymi istotami. Wtedy to zdarzenie wpędziło mnie w panikę, co nie jest u mnie częstym zjawiskiem. Aby rozwiązać ten konflikt, jako że nie miałam podstawy ani punktu odniesienia, wokół którego mogłabym zgłębić swój własny stosunek i bezpieczeństwo wobec nieznanego, zapisałam to wydarzenie w moich dziennikach snów inspirowanych przez nauki Setha, i zostawiłam je tam, nie wyjaśniony ułamek rzeczywistości, który z pewnością nie był snem, chociaż przez lata zajmował z tą etykietką bezpieczne miejsce w mojej psychice.

Teraz znowu wyłaniało się stare pytanie. Do jakiej kategorii zaliczyć to moje osobiste spotkanie? Czy było naprawdę realne? Powtórny obraz mojego spotkania wtargnął do mojej teraźniejszości, ponieważ każda komórka mojego ciała nagle uzyskała pewność, że istoty pozaziemskie były prawdziwe. Moje ciało nie może zapomnieć spotkania z trzema błękitnymi istotami, i tego jak unosiły się nade mną, uciszając moje oczywiste, chociaż ukrywane przerażenie. Wyzwaniem dla mojego intelektu było poszerzenie horyzontów i zrozumienie. Musiałam żyć z tym doświadczeniem i zintegrować je, co przygotowało mnie na to co miało nadejść.

Plejadianie oficjalnie przecięli moją rzeczywistość kilka miesięcy później w Atenach w Grecji, 18 maja 1988 roku. Podróżowałam z grupą metafizyczną przez prawie trzy tygodnie po świątyniach Egiptu i Grecji. Zaczynając od Wielkiej Piramidy, wędrowaliśmy poprzez starożytne miejsca mocy, niewinni i naiwni jak dzieci, oczarowani tajemnicą ukrytą w milczących kamieniach. Podróż wieńczyło odwiedzenie Akropolu i Delf, i kiedy żegnaliśmy się w barze hotelowym, coś skłoniło mnie, abym poszła do swego pokoju, usiadła spokojnie i wyobraziła sobie, że znajduję się znowu w Komorze Królewskiej Wielkiej Piramidy. Pamiętam, że poczułam się zainspirowana tą ideą - czułam że jest na czasie i w duchu wyprawy.

Podążyłam do swego pokoju i kiedy tylko poczułam się bezpieczna, usiadłam z wyprostowanymi plecami i przeniosłam się myślą z powrotem do Komory Królewskiej i usłyszałam brzmienie wielu głosów powtarzających dźwięk Om. Powiedziałam do siebie, że mam zamiar stać się w tym momencie przekazującym medium. Po kilku minutach poczułam potrzebę mówienia, i kiedy

ta potrzeba zaczęła wyrażać się w szepcie niepodobnym do mojego, inna cząstka mojego umysłu - racjonalna, kontrolująca - zaczęła wątpić, w myślach, w istnienie tego głosu, który mówił! Ta początkowa próba sił wymagała z mojej strony wielkiej mentalnej i psychicznej sprawności - mówić tak jak ja do dotychczas nieznanego, kierując w myślach pytania do tego nieznanego, po czym słuchać odpowiedzi, aby móc dalej prowadzić rozmowę.

 

 Do góry  
<< Previous    [1]  2    Next >>